Przyznam się, że dotarłem (wstyd się przyznać, że dopiero teraz) do tekstu Profesora Jana Bołoza Antoniewicza „Odkryte freski w gmachu pojezuickim” z r. 1906 (opublikowanego w „Gazecie Lwowskiej”). Tekstu historycznego, w którym po raz pierwszy wspomniano o lwowskiej rzeźbie rokokowej. Styl cokolwiek egzaltowany, ale… w sumie to co pisze tak pełne uroku – i tak naprawdę do dnia dzisiejszego aktualne, choć w innych ujmowane słowach….
„Nowo odkryte freski! – To poranek Św. Mikołaja dla badacza sztuki, to jego drzewko, to konik na biegunach, pudełko z żołnierzami ołowianymi! Gra tu wielki stimulans oczekiwania i niespodzianki, budzi nadzieje śmiałe i coraz śmielsze, a fantazya, przewodniczka i uwodzicielka, znowu igra przed nami, wodząc i uwodząc! – I szepcze ona nam do ucha: „Kto wie, kto wie! – Dzieje naszej sztuki tak mało znane, a nasz sąd o jej wartości, zazwyczaj tak skromny, że przecie tu i ówdzie niespodzianka in plus nie jest wykluczoną. Kto wie! – Jezuici mieli i utrzymywali stosunki z całym światem, najwięksi artyści katolickiego świata dla nich pracowali! Może ten lub ów uczeń wielkiej szkoły flamandzkiej, a wybitny artysta do nas się tutaj zabłąkał? – Kto wie, Kto wie! Do tych nadziei i dziecięcego prawie pragnienia odkrycia czegoś nowego, ważnego, dołącza się zwykle w tych przypadkach jeszcze od pierwszej chwili przypuszczenie drugie: supozycja znacznej odległości czasowej….:
I tak to jest. Nic się nie zmieniło od ponad 100 lat. Te same uczucie, ta sama fascynacja, ta niepowtarzalne emocja....
Andrzej Betlej
poniedziałek, 26 września 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz