sobota, 29 listopada 2008
piątek, 28 listopada 2008
Co by tu napisać.
Po właściwie całym zalatanym tygodniu jestem właściwie wypluty z pomysłów. I w sumie blog jest najmniejszą z zaległości.. Dochodzi się do takiego momentu, iż trzeba sobie napisać na kartce co trzeba napisac. Czyli: skończyć rezydencje (W KOŃCU), skończyć dwie kaplice, skończyć dominikanów, oddać w końcu korektę - a i przepisać aneks. Brzmi cokolwiek enigmatycznie dla osób z zewnątrz, prawda?
.
.
środa, 26 listopada 2008
Taka sobie....
Taka sobie historyjka. Myśle że dobrze obrazuje pracę nowożytnika na kresach. Jest sobie w katedrze lwowskiej kaplica Wiśniowieckich. A w niej ołtarz. I tak: jeden z badaczy stwierdził iż zrobił to retabulum Christian Sneyer, drugi uznał to za dzieło Tomasza Huttera, trzeci z kolei uznał że ołtarz jest XIX-wiecznym pastiszem. I co? Okazuje się, że wykonał go całkiem kto inny: nieznany dotąd całkowicie snycerz.... Reński. A całość prac budowlanych nadzorował imć "Pan Bernrad" - czyżby nowa wzmianka o działalności Meretyna?????
.
poniedziałek, 24 listopada 2008
Niemcewicz....
Książka. Ponownie czytana: "Niemcewicz od przodu i tyłu". Coś niesamowitego!!!
Fragmenty:
"Najdłużej zabawił książe [Czartoryski] w Słonimiu u hetmana Ogińskiego. Mały, chuderlawy hetman nazywał Rousseau - kolegą, bo tylko oni dwaj na świecie układali muzykę i słowa do oper, smarował palcem okreopne pastelowe bohomazy, wymyślił harfę z pedałami, budował kanału, pisał sztuki, wytykał bulwary, reżyserował przedstawienia, grał na cytrze - wszystkim sie interesował z wyjątkiem wojska. Podczas konfederacji barskiej wyruszył w pole na czele trzytysięcznej armii. Pod Stołowiczami wypoczywał po pracowitej nocy u boku grubej panny d'Assert, komponując operę, gdy kapitan Suworow nadapdł na całkiem niestrzeżony obóz; 700 Moskali rozgromiło doszczętnie 3000 konfederatów, nieprzytomnego ze strachu hetmana przeprowadzili słudzy w nocnej koszuli przez granicę. - Nie mam szczęscia Czarneckiego! - mówił.
Przegląd pułków hetemańskich liczących w sumie aż 200 ludzi trwał niecałą minutę. Za to komendant wojsk litewskich musiał siedzieć godzinami w teatrze słuchając, jak chłopi białoruscy deklamują francuskie sztuki hetmana, z których nie rozumieli oczywiście ani słowa"
"Ruszono wreszcie taborem wobec którego karawana przez pustynie jest drobiazgiem. O 4-tej rano wyjeżdzały wielkie, w 7 koni zaprzężone, kryte bryki, pstrokato pomalowane, z literami A. ks. Cz. po bokach. jedna była spiżarnią, druga wielkim piecem do pieczenia chleva, trzecia podręczną kuchnią, inna z korzeniami, cukrem, szafranem, jeszcze inna wyłącznie jako kawiarnia z Greczynem Anastazym, specjalistą od przyrządzania kawy, dziesiąta dla słoduczy, jeszcze fajczarnia, garderoba księcia, kużnia, warsztat rymarski, góry tłomoków, tobołów. Sobieski ciągnął pod Wiedeń z mniejszym bagażem."
.
Fragmenty:
"Najdłużej zabawił książe [Czartoryski] w Słonimiu u hetmana Ogińskiego. Mały, chuderlawy hetman nazywał Rousseau - kolegą, bo tylko oni dwaj na świecie układali muzykę i słowa do oper, smarował palcem okreopne pastelowe bohomazy, wymyślił harfę z pedałami, budował kanału, pisał sztuki, wytykał bulwary, reżyserował przedstawienia, grał na cytrze - wszystkim sie interesował z wyjątkiem wojska. Podczas konfederacji barskiej wyruszył w pole na czele trzytysięcznej armii. Pod Stołowiczami wypoczywał po pracowitej nocy u boku grubej panny d'Assert, komponując operę, gdy kapitan Suworow nadapdł na całkiem niestrzeżony obóz; 700 Moskali rozgromiło doszczętnie 3000 konfederatów, nieprzytomnego ze strachu hetmana przeprowadzili słudzy w nocnej koszuli przez granicę. - Nie mam szczęscia Czarneckiego! - mówił.
Przegląd pułków hetemańskich liczących w sumie aż 200 ludzi trwał niecałą minutę. Za to komendant wojsk litewskich musiał siedzieć godzinami w teatrze słuchając, jak chłopi białoruscy deklamują francuskie sztuki hetmana, z których nie rozumieli oczywiście ani słowa"
"Ruszono wreszcie taborem wobec którego karawana przez pustynie jest drobiazgiem. O 4-tej rano wyjeżdzały wielkie, w 7 koni zaprzężone, kryte bryki, pstrokato pomalowane, z literami A. ks. Cz. po bokach. jedna była spiżarnią, druga wielkim piecem do pieczenia chleva, trzecia podręczną kuchnią, inna z korzeniami, cukrem, szafranem, jeszcze inna wyłącznie jako kawiarnia z Greczynem Anastazym, specjalistą od przyrządzania kawy, dziesiąta dla słoduczy, jeszcze fajczarnia, garderoba księcia, kużnia, warsztat rymarski, góry tłomoków, tobołów. Sobieski ciągnął pod Wiedeń z mniejszym bagażem."
.
Hmmmm
niedziela, 23 listopada 2008
TO MIASTO PO RAZ KOLEJNY
poniedziałek, 17 listopada 2008
OOOOO....
Zatkało mnie. Dostałem dwa komentarze (co prawda od jednej i tej samej Osoby). Ale jestesm deeeeply impressed. No tak, ale musze się przyznać że kubki ze znikającym uchem Van Gogha jakoś nie wywołują u mnie jakieś ekscytacji. Wywołuje to jednak dobre pytanie - co wywołuje? Odpowiedź jest prosta: nowość. Poszukiwanie nieodkrytego. I dopóki poszukiwanie, odkrywanie będzie mnie bawiło, dopóty będę się bawił historią sztuki. Coż nie wszystko jest Van Goghiem. Ale taki projket jak ten poniżej jest dla mnie nawet bardziej intersujący.... Bo nieznany.


piątek, 14 listopada 2008
co by tu napisać
W sumie okazuje się, że prowadzę tryb życia cudownie wypranego z fascynujących wydarzeń. Ot, czasem coś fajnego znajdę, ot, coś zobaczę. I piszę. Choć czasem jest to bardzo .... zwyczajne. Dlatego dziś nie będzie żadnego zdjęcia. Amen
.
.
środa, 12 listopada 2008
wtorek, 11 listopada 2008
Fotki - notki
sobota, 8 listopada 2008
Po co?

Hm, w sumie zastanawiam się czemu służą blogi. Prowadzę ten i jakiejś szalonej ekscytacji nie odczuwam. Może zatem nie jest to do niczego potrzebne. Ba, w pewnym momencie chęć opublikowania czegoś wydaje się zmieniać w konieczność opublikowania ("ojej, dziś nic nie zamieściłem"). Anyway. Dziś łapki.
.
piątek, 7 listopada 2008
środa, 5 listopada 2008
Kolejny początek
poniedziałek, 3 listopada 2008
incipit drugi
niedziela, 2 listopada 2008
incipit
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)













